Сетевая библиотекаСетевая библиотека
Szelmostwa Skapena Molière (Jean-Baptiste Poquelin) Jak przekonać ojca-autokratę, żeby zaakceptował małżeństwo zawarte z wielkiej miłości zrodzonej akurat pod jego nieobecność?W tej trudnej sprawie, jak w wielu podobnie karkołomnych projektach, pomóc może tylko nieustraszony w swym hultajstwie Skapen – prawdziwy wybawiciel dorosłych dzieci, które nie umieją dać sobie rady z własnymi rodzicami.Nawet farsowa, najlżejsza z komedii Molière'a wprowadziła do literatury niezapomnianą postać, godną, by stanąć dumnie obok Skąpca, Świętoszka i wielu innych. Molière Szelmostwa Skapena Wstęp Mówiąc o Psyche, wspomniałem, iż, w okresie przygotowań do wystawienia tej feerii w swoim teatrze, Molier wypełnia lukę repertuaru nową sztuką swego pióra. Sztuką tą są Szelmostwa Skapena, bezpretensjonalna i wesoła farsa, w której Molier przykrawa główną rolę na miarę dla siebie, dla swojej werwy komicznej, tak jak i dziś pisuje się sztuki na miarę świetnych aktorów. Jak w Amfitrionie, jak w Skąpcu, tak i tu Molier daje transkrypcję komedii łacińskiej. Mimo iż dobrze znając komediową literaturę łacińską z kolegium, Molier w pierwszym okresie swej twórczości nie czerpie z jej wzorów; stara farsa francuska, Hiszpania, Włochy, to, jak widzieliśmy, elementy, z których wyrasta w początkach komedia molierowska. Dopiero w tym późnym stosunkowo okresie twórczości reminiscencje łacińskie nasuwają mu się pod pióro. Tutaj kanwą Moliera jest Formion Terencjusza; poza tym, swoim zwyczajem, Molier wspomaga się w rozmaitym sposobie; częścią czerpie z dawnej farsy Gorgibus w worku grywanej w czasie wędrówek po prowincji; to znów weźmie scenę całą z Oszukanego pedanta Cyrana de Bergerac, aby, też swoim zwyczajem, pogłębić i udoskonalić cudzy pomysł. Koloryt całej komedii trąci Włochami, co wyraża się w umiejscowieniu akcji w Neapolu, w imionach jej aktorów, w samej figurze zresztą Skapena. Skapen jest krewniakiem Maskaryla z Wartogłowa, jak w ogóle cały ten utwór, produkt późnej twórczości Moliera, dość bliski jest typem inspiracji owemu pierwszemu jego większemu utworowi. Ten sam lokaj niewyczerpany w pomysłach i braku skrupułów, ci sami młodzi panicze, ci sami tradycyjni ojcowie i młode branki wykradzione przez Cyganów; ta sama beztroska o rozwiązanie sztuki, nie mniej fantastyczne i cudowne. Tylko kipiący werwą wiersz Wartogłowa zmienia się na szybciej jeszcze toczącą się prozę, która iskrzy się co chwila scenkami kryjącymi tyleż wesołości i pustoty, co filozoficznego spojrzenia na naturę ludzką. Spowiedź Skapena (II, 5), dalej owo przesławne „po kiegóż diabła łaził na ten statek!”, genialnie „złupione” z Cyrana de Bergerac i mnóstwo innych głębokich rysów wznoszą Szelmostwa Skapena o wiele ponad poziom farsy, z której czerpią tyle elementów. A cóż dopiero brawurowa jego tyrada na temat ówczesnego wymiaru sprawiedliwości! Kto wie, czy to nie było przygrywką do „komedii prawniczej”, którą Molier może już nosił w sobie, a której przedwczesna śmierć nie dała się urodzić. Z przygrywki tej mielibyśmy prawo wnosić, że ówczesny stan prawniczy niewiele by lepiej wyszedł niż biedny stan lekarski! Molier, autor Mizantropa, Molier, ów znękany, schorowany człowiek, ten Molier, któremu niejeden z komentatorów chce wcisnąć na twarz maskę o tragicznym piętnie, grał Skapena; przez trzy akty szalał po scenie, roztaczając niespożytą werwę, która dochodzi swego najwyższego nasilenia w owej cyrkowej już scenie z Gerontem w worku. Czy i to mamy uważać za „śmiech przez łzy”, za śmiech bolesny? Chyba nie; trudno by dojrzeć przyczynę, która by kazała Molierowi – Molierowi z owej epoki – zmuszać się, zniżać do tej roli, gdyby mu ona nie odpowiadała, gdyby nie była jedną z naturalnych form jego „wyżycia się” na scenie. Raczej godzi się przyjąć, iż Molier był naturą bardziej złożoną, niżby to chciała dopuścić symplifikacja komentarzy; że zarówno w patosie Alcesta, jak w bufonadzie Skapena pozostawał on sobą, mocą tej samej tajemnicy, która pozwalała Balzakowi „wyżywać się” w d’Arthezie, w Lucjanie de Rubempré i w Vautrinie. Tej cechy temperamentu Moliera nie umiał zrozumieć roztropny Boileau, któremu Szelmostwa Skapena psuły koncepcję Moliera, jaką sobie wytworzył po Mizantropie. Toteż w wierszach, które – dzięki Molierowi – stały się sławne, żali się, że w worku Skapena nie umie poznać autora Mizantropa: Dans ce sac ridicule ou Scapin s’enveloppe Je ne reconnais plus l’auteur du Mizanthrope[1 - Dans ce sac ridicule (…) l’auteur du Mizanthrope (fr.) – W tym pociesznym worku, w który zawija się Skapen, nie poznaję już autora Mizantropa. [przypis tłumacza]]… A jednak, trudno się oprzeć wrażeniu: mimo fajerwerku wesołości, jaki tryska z tej krotochwili, śmiech Moliera brzmi tutaj ostrzej niż kiedyś za młodu, kiedy poeta bawił się, w dobie wędrówek po prowincji, figlami Maskaryla. Czujemy to po osadzie smutku, jaki w nas zostawia ta wesołość. OSOBY: ARGANT, ojciec OKTAWA i ZERBINETY GERONT, ojciec LEANDRA i HIACYNTY OKTAW, syn Arganta, zalotnik HIACYNTY LEANDER, syn Geronta, zalotnik ZERBINETY ZERBINETA, mniemana Cyganka, która okazuje się córką ARGANTA HIACYNTA, córka GERONTA SKAPEN, służący LEANDRA, hultaj[2 - SKAPEN, służący Leandra, hultaj – Skapena grał Molier, żona jego, Armanda, Hiacyntę. [przypis tłumacza]] SYLWESTER, służący OKTAWA NERYNA, piastunka HIACYNTY KARLO, awanturnik DWÓCH TRAGARZY Rzecz dzieje się w Neapolu. AKT PIERWSZY SCENA PIERWSZA OKTAW Och, cóż za przykre nowiny dla kochającego serca! W jakimż opłakanym położeniu znalazłem się nagle! Zatem, Sylwestrze, dowiedziałeś się w porcie, że ojciec wraca? SYLWESTER Tak. OKTAW Przybywa tu dziś rano? SYLWESTER Dziś rano. OKTAW Z córką Geronta? SYLWESTER Geronta. OKTAW Że ta córka wędruje tu po to aż z Tarentu? SYLWESTER Tak. OKTAW I wszystkie te nowiny masz od mego wuja? SYLWESTER Od wuja. OKTAW Któremu ojciec przesłał je listownie? SYLWESTER Listownie. OKTAW A wuj, powiadasz, zna wszystkie nasze sprawki? SYLWESTER Wszystkie sprawki. OKTAW Ach, mówże sam przecież, nie każ sobie słów wydzierać z gardła. SYLWESTER Cóż mam jeszcze dodać? Nie przepomniał[3 - przepomnieć (daw.) – zapomnieć. [przypis edytorski]] pan niczego, powiada pan dokładnie wszystko tak właśnie, jak się rzeczy mają. OKTAW Poradźże mi co bodaj, powiedz, co czynić w tej okrutnej niedoli. SYLWESTER Daję słowo, jestem co najmniej w takim samym kłopocie jak i pan; sam byłbym bardzo wdzięczny, gdyby mi ktoś co poradził. OKTAW Ten niespodziany powrót zabija mnie po prostu. SYLWESTER A mnie! OKTAW Skoro ojciec dowie się o wszystkim, czuję, że spadnie na mnie burza najgwałtowniejszych wymówek. SYLWESTER Wymówki to fraszka; dałby Bóg, abym i ja się mógł wykpić ze sprawy za tę cenę! Ale, co do mnie, bardzo łatwo mogę drożej przypłacić pańskie szaleństwa; już widzę z daleka, jak się zbiera cała chmura kijów, która wyładuje się na moich plecach. OKTAW O nieba! Jak wybrnąć z kłopotu? SYLWESTER O tym trza było myśleć, nim się pan w niego wpakował. OKTAW Och, dorzynasz mnie jeszcze przez swe spóźnione morały. SYLWESTER Pan mnie bardziej dorzynasz przez swoje wybryki. OKTAW Co czynić? Co postanowić? Gdzie szukać ratunku? SCENA DRUGA SKAPEN Cóż to, panie Oktawie? Co panu? Co się stało? Co za nieszczęście? Widzę pana w takim pomieszaniu… OKTAW Och, poczciwy Skapenie, jestem zgubiony, zrozpaczony, jestem najnieszczęśliwszym człowiekiem pod słońcem. SKAPEN Jak to? OKTAW Nic nie słyszałeś, co na mnie spadło? SKAPEN Nie. OKTAW Ojciec wraca z Gerontem i chcą mnie ożenić. SKAPEN No i cóż za nieszczęście? OKTAW Niestety! nie znasz przyczyn mej udręki! SKAPEN Nie; ale od pana zależy, bym ją poznał niebawem; jestem człowiek chętny w niesieniu pociechy, zdolny wejść w położenie młodego panicza. OKTAW Ach, Skapenie, gdybyś mógł wpaść na jaki pomysł, ukuć sztuczkę, aby mnie wydobyć z nieszczęścia, winien bym ci był więcej niż życie. SKAPEN Po prawdzie, niewiele jest dla mnie rzeczy niemożliwych, skoro się szczerze zabiorę do dzieła. Niebo obdarzyło mnie dość ładnym talencikiem do owych zmyślnych konceptów, owych finezji dowcipu, którym ciemne pospólstwo daje miano szelmostwa; mogę powiedzieć, bez próżnej chwalby, że nie widziano na świecie człowieka, który by był zręczniejszym majstrem owych sprężynek i kruczków, i więcej nabył chwały w tej szlachetnej profesji. Ale, na honor, prawdziwa zasługa spotyka się dziś ze smutną nagrodą; toteż zawiesiłem na kołku rzemiosło od czasu kłopotów, w jakie niedawno popadłem. OKTAW Cóż to było? Co takiego, Skapenie? SKAPEN Pewna przygoda, która mnie poróżniła trochę z prześwietnym sądem. OKTAW Z sądem? SKAPEN Tak; małe nieporozumienie. SYLWESTER Ty z sądem? SKAPEN Tak. Bardzo się brzydko obszedł ze mną; ta niewdzięczność społeczeństwa rozżaliła mnie do tego stopnia, że postanowiłem już palcem nie ruszyć. Basta! Bądź co bądź, niech mi pan opowie swoje utrapienia. OKTAW Wszak wiesz, Skapenie, że przed dwoma miesiącami stary Geront wraz z moim ojcem wybrali się w podróż w sprawach handlowych. SKAPEN Tak, słyszałem. OKTAW I że, zostawiając tu w domu mnie i Leandra, mnie powierzyli opiece Sylwestra, a Leandra twojej. SKAPEN Tak. Wywiązałem się bez zarzutu. OKTAW Wkrótce potem Leander poznał się z młodą Cyganką, w której się zadurzył. SKAPEN I o tym wiem także. OKTAW Ponieważ jestem jego najlepszym przyjacielem, zwierzył mi się i zaznajomił ze swą ukochaną; istotnie piękną, lecz nie tak znowu jak on mniema. Od tego czasu prawił codziennie o niej, wynosił pod niebiosy jej wdzięk i urodę, sławił dowcip, powtarzając najdrobniejsze słowa i siląc się je przedstawić jako istny cud świata. Nieraz wymawiał mi, że nie dość, jego zdaniem, przejmuję się tym, co mi opowiada i bez ustanku czynił mi wyrzuty za moją obojętność na sprawy miłości. SKAPEN Jeszcze nie widzę, dokąd to wszystko zmierza. OKTAW Pewnego dnia wyprawiliśmy się razem w miejsce, gdzie znajduje się jego bogdanka; przechodząc koło domku na ustronnej ulicy, usłyszeliśmy głośne szlochania i jęki. Zapytujemy o przyczynę; jakaś kobieta odpowiada z westchnieniem, że możemy być świadkami bardzo żałosnego zdarzenia i że jeśli nie jesteśmy zupełnie wyzuci z litości, nie zdołamy się oprzeć wzruszeniu. SKAPEN Gdzież to wszystko prowadzi? OKTAW Z prostej ciekawości namówiłem Leandra, aby zajrzeć. Wchodzimy do izby: widzimy na łóżku konającą staruszkę; koło niej klęczy służąca, odmawiając modlitwy, i młoda dziewczyna cała we łzach; najpiękniejsza i najbardziej chwytająca za serce istota, jaką sobie można wyobrazić. SKAPEN Aha! OKTAW Każda inna wydałaby się wstrętną w tej postaci: miała na sobie jedynie lichą spódniczynę i nocny kaftanik z prostego barchanu; włosy, wymykające się spod żółtego czepeczka, spadały w nieładzie na ramiona; a jednak mimo to twarzyczka jej jaśniała tysiącem powabów; jakiś dziwny urok był w całej osobie. SKAPEN Czuję już, na co się zanosi. OKTAW Gdybyś ją widział, Skapenie, w owej chwili, osłupiałbyś z zachwytu. SKAPEN Och, ani wątpię; nawet nie widząc, widzę, że była czarująca. OKTAW Łzy nie szpeciły bynajmniej jej twarzy; przeciwnie, płacz jej miał coś dziwnie wzruszającego, a boleść była najpowabniejsza w świecie. SKAPEN Jakbym był przy tym! OKTAW Każdy musiał się rozpłakać, widząc, jak czule obejmuje ciało umierającej, którą mieniła swą ukochaną matką; niepodobna było nie rozczulić się, patrząc na te skarby wrodzonej dobroci. SKAPEN W istocie, to rozczulające; ani wątpię, że ta jej wrodzona dobroć kazała się panu w niej zakochać. OKTAW Ach, Skapenie, barbarzyńca by ją pokochał. SKAPEN Rozumie się. Jakżeby inaczej? OKTAW Po kilku słowach, którymi starałem się ukoić rozpacz ślicznego biedactwa, opuściliśmy domek. Spytałem Leandra, co sądzi o młodej istocie; odpowiedział, że jest niebrzydka. Chłód tego określenia zmroził mnie; wolałem ukryć przed nim wrażenie, jakie czary jej wywarły na mym sercu. SYLWESTER do Oktawa Jeśli pan nie skróci, to gotowe potrwać do jutra. Niech mi pan pozwoli dokończyć w dwóch słowach. do Skapena Od tej chwili serce mego pana rozpaliło się straszliwym ogniem: nie widzi w życiu innego celu, jak tylko pocieszać piękną żałobnicę. Próbuje ją odwiedzać: spotyka się z oporem służącej, która po śmierci matki stała się jedyną opiekunką sieroty. Nasz młodzian w rozpaczy: nalega, błaga, zaklina; na nic. Oświadcza mu, że dziewczę, choć ubogie i opuszczone, pochodzi z dobrej rodziny i że, kto nie ma zamiaru jej zaślubić, niech sobie co rychlej wybije zaloty z głowy. Przeszkody te potęgują oczywiście miłość mego pana: zaczyna robić głową, zastanawia się, waha, rozważa, godzi się wreszcie: i oto od trzech dni młoda para jest po ślubie. SKAPEN Rozumiem. SYLWESTER A teraz dorzuć tyle: ojciec, oczekiwany dopiero za dwa miesiące, wraca niespodzianie; wuj odkrył tajemnicę małżeństwa mego pana; zarazem zaś starzy planują związki z córką imć Geronta, którą poczciwina miał z drugiej żony, zaślubionej podobno w Tarencie. OKTAW Na domiar wszystkiego dodaj jeszcze nędzę, w jakiej znajduje się moja ukochana, i mą zupełną bezsilność przyjścia jej w czymkolwiek z pomocą. SKAPEN Już wszystko? Otoście mi obaj w straszliwym kłopocie dla takiej bagatelki! Jest o co doprawdy głowę tracić! I ty się nie wstydzisz, ty? Nie umieć sobie dać rady z takim głupstwem? Cóż u diabła! Wyrosłeś wielki i gruby jak ojciec i matka razem i nie potrafisz znaleźć w swej mózgownicy, wysmażyć w kuchni swego dowcipu jakiejś przemyślnej sztuczki, jakiegoś tęgiego hultajstwa, aby wybrnąć z kłopotu! Pfuj! To trzeba być doprawdy skończonym wałkoniem! Chciałbym bardzo mieć zawsze tylko z naszymi starymi do czynienia; zagrałbym na nich jak na kręconej fujarze; jeszczem od ziemi nie odrósł, a już sławny byłem z tego, że nie było rzeczy ni człowieka, z którymi bym sobie nie umiał dać rady. SYLWESTER Wyznaję, iż niebo nie dało mi twoich talentów; brak mi konceptu po temu, aby rozgrywać partyjkę z panami sędziami. OKTAW Oto i moja słodka Hiacynta. SCENA TRZECIA HIACYNTA Ach, Oktawie, czy to prawda, co Sylwester powiedział przed chwilą Nerynie, że ojciec wraca i chce cię ożenić? OKTAW Tak, piękna Hiacynto; wiadomość ta jest dla mnie okrutnym ciosem. Ale co widzę? Płaczesz? O cóż te łzy? Powiedz, czy mnie podejrzewasz, że mógłbym zawieść twą wiarę? Czy nie jesteś dość pewna mej miłości? HIACYNTA Tak, Oktawie, pewna, że mnie kochasz, ale nie jestem pewna, czy zawsze będziesz kochał. OKTAW Och, czyliż pokochawszy ciebie, można nie kochać na wieki? HIACYNTA Słyszałam, Oktawie, iż wasza płeć podobno kocha mniej trwale niż my, kobiety, i że zapały męskie to ognie, które równie łatwo rozpalają się, jak gasną. OKTAW Ach, droga Hiacynto, w takim razie moje serce nie jest podobne sercu innych; co do mnie, wierzaj, będę cię kochał do grobu. HIACYNTA Chętnie wierzę, iż czujesz, co mówisz i nie wątpię, że słowa twoje są szczere; ale lękam się, iż nadmiar przeszkód może zwalczyć w twym sercu te tkliwe uczucia. Jesteś zależny od ojca, który cię pragnie ożenić z inną; otóż gdyby to miało nastąpić, przypłaciłabym niechybną śmiercią ten zawód. OKTAW Nie, piękna Hiacynto, nawet ojciec nie zdolny jest mnie zmusić, abym ci miał złamać wiarę; gotów jestem raczej rzucić kraj rodzinny, choćby dziś jeszcze, jeśli tak wypadnie, niż opuścić ciebie, najdroższa. Nie widziałem nigdy w życiu tej, którą mi przeznaczają za żonę, a już przejęty jestem dla niej najżywszym wstrętem i, nie będąc okrutny z natury, pragnąłbym, aby morze usunęło ją z mej drogi na zawsze. Nie płacz przeto, błagam, luba Hiacynto; łzy twoje zabijają mnie; kiedy na nie patrzę, mam uczucie, jakby mi kto żelazo wbijał w serce. HIACYNTA Skoro każesz, chętnie osuszę łzy i ze spokojem będę oczekiwała, co niebu spodoba się postanowić o mym losie. OKTAW Niebo z pewnością będzie nam przychylne. HIACYNTA Wszystko, o co się doń modlę, to abyś ty mi został wierny. OKTAW Tego możesz być pewna. HIACYNTA Zatem i szczęście moje pewne. SKAPEN na stronie Nie taka głupia ta mała i wcale niebrzydka. OKTAW wskazując Skapena Oto człowiek, który, gdyby zechciał, mógłby nam być niezmiernie pomocnym. SKAPEN Przysiągłem sobie wprawdzie nie mieszać się do spraw tego świata, jednak, jeśli mnie bardzo poprosicie oboje, może… OKTAW Ach, jeśli tylko chodzi o prośby, to zaklinam cię z całego serca, byś zechciał ująć ster naszej łodzi. SKAPEN do Hiacynty A piękna pani nic mi nie powie? HIACYNTA I ja również błagam pana, na wszystko co mu najdroższe, byś raczył użyczyć naszej miłości swego poparcia. SKAPEN Trzeba się dać wzruszyć i mieć ludzkie serce. Dobrze więc, pomyślę. OKTAW Wierz mi, że… SKAPEN do Oktawa Sza! do Hiacynty Proszę teraz udać się do siebie i być najlepszej myśli. SCENA CZWARTA SKAPEN do Oktawa A pan niech się pan przygotuje, aby w spotkaniu z ojcem okazać całą stanowczość. OKTAW Wyznam ci, że to spotkanie przyprawia mnie już zawczasu o drżenie; jestem z natury nieśmiały i nie wiem, czy będę się umiał przezwyciężyć. SKAPEN Trzeba wszelako stawić się ostro przy pierwszym natarciu, aby przypadkiem, widząc pańską lękliwość, nie zechciał cię prowadzić na pasku jak dziecko. Najlepiej niech się pan stara ćwiczeniem wyrobić w sobie nieco śmiałości; dobrze byłoby z góry ułożyć cięte repliki na wszystko. OKTAW Postaram się zrobić, co będzie w mej mocy. SKAPEN No, przepróbujmy trochę, żeby się pan oswoił. Przepowiemy sobie rolę; pokaże się, czy dobrze idzie. Dalej, mina gęsta, głowa do góry, wzrok śmiały. OKTAW Czy dobrze? SKAPEN Jeszcze trochę. OKTAW Tak. SKAPEN Dobrze. Wyobraź pan sobie teraz, że ja jestem pańskim ojcem, świeżo z podróży i odpowiadaj mi ostro, jakby jemu samemu. „Jak to! obwiesiu, łotrze, gałganie, synu niegodny takiego jak ja ojca! Śmiesz pokazywać mi się na oczy po wszystkich hultajstwach, po zuchwałej sztuczce, którąś spłatał w mej nieobecności? To jest nagroda za moje starania, błaźnie? To nagroda za moje starania? To posłuszeństwo? To szacunek, któryś mi powinien? (No, śmiało!) Ty śmiesz, hultaju jeden, wiązać się bez pozwolenia ojca, zawierać tajemne małżeństwa! Odpowiadaj, nicponiu, odpowiadaj! Posłuchajmyż, jak ty się będziesz tłumaczył!…” Ech! cóż u diabła, czegóż pan sterczysz jak tuman jaki? OKTAW Bo mam uczucie, że słyszę ojca. SKAPEN No, więc cóż; właśnie dlatego nie trzeba stać jak trusia. OKTAW Spróbuję wzbudzić w sobie więcej odwagi i będę odpowiadał w najostrzejszym tonie. SKAPEN Z pewnością? OKTAW Z pewnością. SYLWESTER Oto właśnie ojciec. OKTAW Nieba, jestem zgubiony! SCENA PIĄTA SKAPEN Hola, panie Oktawie! Panie Oktawie! Drapnął. Cóż za niezdara, doprawdy! Nie dajmyż czekać staruszkowi. SYLWESTER Co ja mu powiem? SKAPEN Pozwól mnie mówić, tylko przyświadczaj. SCENA SZÓSTA ARGANT myśląc, że jest sam Słyszał kto kiedy o podobnym wybryku? SKAPEN do Sylwestra Już się dowiedział o całej sprawce; widać mocno mu zajechała w głowę, kiedy głośno mówi o niej sam do siebie. ARGANT j. w. To doprawdy nadto zuchwalstwa! SKAPEN do Sylwestra Posłuchajmyż, co on tam mamrocze. ARGANT j. w. Bardzom ciekaw, co oni mi powiedzą o tym pięknym małżeństwie. SKAPEN na stronie Pomyśleliśmy o tym. ARGANT j. w. Czy spróbują przeczyć w żywe oczy? SKAPEN na stronie Nie: ani nam w głowie. ARGANT j. w. Czy też zaczną się usprawiedliwiać? SKAPEN na stronie To prędzej. ARGANT j. w. Czy będą mnie tumanić jakimiś baśniami? SKAPEN na stronie Być może. ARGANT j. w. Wszystkie cygaństwa na nic się nie zdadzą. SKAPEN na stronie Zobaczymy. ARGANT j. w. Mnie oczu nie zamydlą. SKAPEN na stronie Nie zarzekajmy się zbytnio. ARGANT j. w. Znajdę dla mego obwiesia bezpieczne schronienie. SKAPEN na stronie Już my się o to postaramy. ARGANT j. w. A hultaja Sylwestra kijami zatłukę. SYLWESTER do Skapena Byłbym bardzo zdziwiony, gdyby o mnie zapomniał. ARGANT spostrzegając Sylwestra Oho! Jesteś, troskliwy opiekunie rodziny, stateczny kierowniku młodzieży! SKAPEN Panie, cieszę się, że pana widzę z powrotem. ARGANT Jak się masz, Skapenie. do Sylwestra Doprawdy, ładnieś się wywiązał z moich rozkazów! Widzę, że syn bardzo przyzwoicie prowadził się w mej nieobecności! SKAPEN Wraca pan w dobrym zdrowiu, jak widzę. ARGANT Dosyć dobrym. do Sylwestra Ty nic nie mówisz, łotrze! Nic nie mówisz? SKAPEN Podróż pan miał szczęśliwą? ARGANT Owszem, bardzo. Pozwólże mi się wyzłościć! SKAPEN Pan chce się złościć? ARGANT Tak, chcę. SKAPEN Aj! Na kogóż to, panie? ARGANT wskazując na Sylwestra Na tego łajdaka. SKAPEN Dlaczego? ARGANT Nie słyszałeś, co tu się stało w czasie mej nieobecności? SKAPEN Tak, słyszałem o jakiejś drobnostce. ARGANT Jak to! O jakiejś drobnostce! Postępek tego rodzaju! SKAPEN Poniekąd ma pan słuszność. ARGANT Zuchwalstwo tak niesłychane! SKAPEN To prawda. ARGANT Żeby syn ośmielił się żenić bez pozwolenia ojca! Конец ознакомительного фрагмента. Текст предоставлен ООО «ЛитРес». Прочитайте эту книгу целиком, купив полную легальную версию (https://www.litres.ru/zhan-batist-moler/szelmostwa-skapena/?lfrom=334617187) на ЛитРес. Безопасно оплатить книгу можно банковской картой Visa, MasterCard, Maestro, со счета мобильного телефона, с платежного терминала, в салоне МТС или Связной, через PayPal, WebMoney, Яндекс.Деньги, QIWI Кошелек, бонусными картами или другим удобным Вам способом. notes 1 Dans ce sac ridicule (…) l’auteur du Mizanthrope (fr.) – W tym pociesznym worku, w który zawija się Skapen, nie poznaję już autora Mizantropa. [przypis tłumacza] 2 SKAPEN, służący Leandra, hultaj – Skapena grał Molier, żona jego, Armanda, Hiacyntę. [przypis tłumacza] 3 przepomnieć (daw.) – zapomnieć. [przypis edytorski]
СКАЧАТЬ БЕСПЛАТНО