Сетевая библиотекаСетевая библиотека
Mieszczanin szlachcicem Molière (Jean-Baptiste Poquelin) Komedia opowiada historię mieszczanina, który postanawia dostać się do wyższej klasy społecznej. Jest gotów zrobić wszystko byle osiągnąć swój cel. Czy mu się uda?Komedia została wydana w 1670 roku przez francuskiego pisarza, aktora i dyrektora teatru, Moliera. Autor uważany jest za najwybitniejszego komediopisarza w historii literatury francuskiej. Założył wędrowną trupę, która po pewnym czasie zbankrutowała, a sam Molier trafił do więzienia za długi. Po wyjściu z więzienia ponownie zajął się aktorstwem, ale tym razem wystawiona w 1659 roku komedia Pocieszne wykwintnisie odniosła sukces. Mieszczanin szlachcicem Osoby komedii: pan Jourdain, mieszczanin pani Jourdain, jego żona Lucylla, córka pana Jourdain Kleont, zalotnik Lucylli Dorymena, markiza Dorant, hrabia, zalotnik Dorymeny Michasia, służąca pana Jourdain Covielle, służący Kleonta Nauczyciel Muzyki Uczeń Nauczyciela Muzyki Nauczyciel Tańca Nauczyciel Fechtunku Nauczyciel Filozofii Krawiec Czeladnik krawiecki dwóch lokajów Osoby baletu w pierwszym akcie: Śpiewaczka dwóch śpiewaków tancerze Osoby baletu w drugim akcie: czeladnicy krawieccy tańczący Osoby baletu w trzecim akcie: kucharze tańczący Osoby baletu w czwartym akcie (Ceremonia turecka): Mufti Turcy śpiewający, towarzyszący Muftiemu Derwisze śpiewający Turcy tańczący Osoby baletu w piątym akcie (Balet narodów): człowiek rozdający książeczki, tańczący natręty, tańczące tłum widzów, tańczący pierwszy elegant drugi elegant pierwsza elegantka druga elegantka pierwszy gaskończyk drugi gaskończyk Szwajcar Stary mieszczuch gaduła Stara mieszczka gaduła Hiszpanie, śpiewający i tańczący włoszka włoch arlekiny pajace skoczki śpiewacy tancerze Rzecz dzieje się w Paryżu, w domu pana Jourdain. AKT PIERWSZY SCENA I NAUCZYCIEL MUZYKI do śpiewaków Chodźcie, chodźcie do tej sali i zaczekajcie tu, aż nadejdzie! NAUCZYCIEL TAŃCA do tancerzy I wy także, o, z tej strony! NAUCZYCIEL MUZYKI do Ucznia Gotowe? UCZEŃ Tak. NAUCZYCIEL MUZYKI Zobaczmyż… Doskonale! NAUCZYCIEL TAŃCA To coś nowego? NAUCZYCIEL MUZYKI Tak, serenada, którą kazałem ułożyć naprędce, czekając, aż się poczciwiec obudzi. NAUCZYCIEL TAŃCA Można zobaczyć?… NAUCZYCIEL MUZYKI Usłyszysz pan razem ze słowami, skoro on nadejdzie. Będzie tu lada chwila. NAUCZYCIEL TAŃCA Nie możemy się teraz skarżyć na brak zajęcia. NAUCZYCIEL MUZYKI To prawda. Obaj znaleźliśmy człowieka, jakiego nam było trzeba. To mi gratka dla nas ten pan Jourdain ze swymi pretensjami do szlachectwa i elegancji! Należałoby życzyć pańskiemu tańcowi i mojej muzyce, aby wszyscy byli doń podobni. NAUCZYCIEL TAŃCA Niezupełnie; co do mnie, wolałbym, aby klient nieco więcej rozumiał się na rzeczy. NAUCZYCIEL MUZYKI Prawda, że się nietęgo rozumie, ale tęgo płaci – a naszym sztukom trzeba tego obecnie więcej niż czegokolwiek. NAUCZYCIEL TAŃCA Co do mnie, przyznam, iż mimo wszystko sława ma jednak swój powab. Poklask nie jest dla mnie rzeczą obojętną; uważam, że w jakiej bądź dziedzinie sztuki przykro jest dla artysty popisywać się przed stadem nieuków i zdawać swoje utwory na łaskę barbarzyńskich sądów lada cymbała. Mów, co chcesz, jednak miło jest pracować dla osób zdolnych ocenić delikatne odcienie sztuki, umiejących odczuć piękność dzieła i pochlebnymi słowy uwieńczyć naszą pracę. Tak, najmilsza nagroda, jaką można otrzymać za swą działalność, to wiedzieć, że jest zrozumianą, słyszeć, jak się spotyka z zaszczytnym poklaskiem. Nic, moim zdaniem, nie może lepiej opłacić trudów i nie ma dla uszu wyborniejszej słodyczy niż oświecona i rozumna pochwała. NAUCZYCIEL MUZYKI Zgadzam się na to i smakuję w nich niemniej od pana. To pewna, nic milej nie głaska po sercu – ale cóż: z kadzidła nie zrobi się chleba. O samych zachwytach niedaleko człek zajedzie, trzeba dołączyć coś podstawniejszego: najlepszy sposób chwalenia, to chwalić pełnymi rękami. Jest to w istocie człowiek ograniczony, bez wykształcenia; paple i mędrkuje o wszystkim trzy po trzy; jeśli co pochwali, to z pewnością najgłupiej w świecie – ale pieniądze jego prostują sądy jego umysłu, jego sakiewka ma wiele zdrowego rozsądku i smaku, pochwały, którymi nas raczy, posiadają dźwięk czystego złota. Sam widzisz, ten ciemny mieszczuch więcej wart jest dla nas od światłego magnata, który nas tu wprowadził. NAUCZYCIEL TAŃCA Jest w tym coś prawdy. Jednakże moim zdaniem za wiele nacisku kładziesz na stronę pieniężną: korzyści materialne są rzeczą tak niską, że nie godzi się przyzwoitemu człowiekowi zdradzać do nich przywiązania. NAUCZYCIEL MUZYKI Jednak i ty zgarniasz bez ceremonii dukaty, którymi poczciwiec cię obsypuje. NAUCZYCIEL TAŃCA Zapewne, ale nie pokładam w nich całego szczęścia; pragnąłbym, aby przy swoim majątku posiadał także nieco znawstwa i gustu. NAUCZYCIEL MUZYKI I ja bym wolał – nad tym też pracujemy, ile w naszej mocy. Tymczasem on daje nam sposobność zyskania w świecie jakiego takiego rozgłosu i płaci za innych to, co inni będą chwalili za niego. NAUCZYCIEL TAŃCA Otóż i on. SCENA II PAN JOURDAIN I cóż, panowie? Co słychać? Pokażecie mi teraz swoje figielki? NAUCZYCIEL TAŃCA Co? Jakie figielki? PAN JOURDAIN No, to… Jakże wy to nazywacie?… Prolog czy dialog. NAUCZYCIEL TAŃCA A! A! NAUCZYCIEL MUZYKI Wszystko przygotowane. PAN JOURDAIN Dałem wam troszkę czekać, ale bo też dzisiaj ustroję się tak, jak się ubierają ludzie dystyngowani… Szelma krawiec przysłał mi parę jedwabnych pończoch: uf, myślałem, że już nigdy nie wdzieję. NAUCZYCIEL MUZYKI Najchętniej zaczekamy, aż pan będzie miał wolniejszą chwilę. PAN JOURDAIN Proszę was, nie odchodźcie, póki mi nie przyniosą ubrania: chciałbym, abyście mnie widzieli. NAUCZYCIEL TAŃCA Co pan rozkaże. PAN JOURDAIN Ujrzycie mnie w całej paradzie od stóp aż do głowy. NAUCZYCIEL MUZYKI Nie wątpimy o tym. PAN JOURDAIN O, kazałem sobie zrobić ten szlafrok… NAUCZYCIEL TAŃCA Prześliczny! PAN JOURDAIN Krawiec mi powiedział, że cały wielki świat ubiera się tak na rano. NAUCZYCIEL MUZYKI Bardzo panu do twarzy. PAN JOURDAIN Lokaje! Hej! Gdzie moi lokaje! PIERWSZY LOKAJ Co pan rozkaże? PAN JOURDAIN Nic. Chciałem się przekonać, czy dajecie baczenie, do Nauczyciela Muzyki i Nauczyciela Tańca Jak się wam podoba moja liberia? NAUCZYCIEL TAŃCA Wspaniała! PAN JOURDAIN rozchylając poły szlafroka i pokazując obcisłe spodnie z czerwonego i kamizelkę z zielonego aksamitu To negliżyk, w którym zwykłem odbywać ranne ćwiczenia. NAUCZYCIEL MUZYKI Bardzo zgrabny. PAN JOURDAIN Lokaje! PIERWSZY LOKAJ Jaśnie panie? PAN JOURDAIN Drugi lokaj! DRUGI LOKAJ Jaśnie panie? PAN JOURDAIN zdejmując szlafrok Trzymajcie! do Nauczyciela Muzyki i Nauczyciela Tańca Dobrze tak? NAUCZYCIEL TAŃCA Wybornie, nie można lepiej. PAN JOURDAIN Pokażcież swoje sztuczki! NAUCZYCIEL MUZYKI Chciałem przedtem, abyś pan usłyszał jedną aryjkę ułożoną wskazując Ucznia do serenady, którą pan był łaskaw zamówić. To jeden z moich uczniów, obdarzony wielkim talentem do rzeczy tego rodzaju. PAN JOURDAIN Dobrze, ale nie trzeba było brać ucznia: mogłeś pan sam sobie zadać tę fatygę. NAUCZYCIEL MUZYKI Nie trzeba, szanowny panie, fałszywie tłumaczyć sobie nazwy „uczeń”. Tego rodzaju uczniowie nie ustępują największym mistrzom; co zaś do aryjki, jest po prostu zachwycająca. Niech pan posłucha! PAN JOURDAIN do lokajów Dajcie szlafrok, lepiej mi będzie słuchać… Czekajcie, nie: zdaje mi się, lepiej będzie bez szlafroka. Nie, dawajcie zresztą, tak będzie lepiej! ŚPIEWACZKA Dzień i noc wzdycham, Iris, długie lata Pod twojej chatki zbyt nieczułym progiem; Jeśli to ma być miłości zapłata, Cóż byś uczynić mogła ze swym wrogiem? PAN JOURDAIN Piosenka coś trochę smutna – to mnie usypia; wolałbym, żebyście ją przypieprzyli tu i ówdzie trochę. NAUCZYCIEL MUZYKI Melodia musi być dostrojona do słów, proszę pana. PAN JOURDAIN Kiedyś nauczył mnie ktoś bardzo ładnej nuty. Czekajcie… zaraz… jak on to powiada? NAUCZYCIEL TAŃCA Daję słowo, nie wiem. PAN JOURDAIN Coś tam jest o baranie. NAUCZYCIEL TAŃCA O baranie? PAN JOURDAIN Tak. Aha, mam! śpiewa Gdym spotkał mą Jagusię W wiosenny ów poranek, Zrazum ją wziął za trusię, Potulną jak baranek. Och, och! Och, och! Dziś, patrząc na jej lico, Wzdycham: ach, tygrysico! A co, nie ładna? NAUCZYCIEL MUZYKI Prześliczna. NAUCZYCIEL TAŃCA I śpiewa pan doskonale! PAN JOURDAIN To tak sam z siebie; nie uczyłem się nigdy muzyki. NAUCZYCIEL MUZYKI Powinien by się pan uczyć tak jak tańca. To dwie sztuki najściślej ze sobą złączone… NAUCZYCIEL TAŃCA Otwierające umysłowi najszlachetniejsze horyzonty… PAN JOURDAIN Czy ludzie dystyngowani uczą się także muzyki? NAUCZYCIEL MUZYKI Oczywiście. PAN JOURDAIN Zatem będę się uczył. Ale nie wiem, doprawdy, gdzie znajdę czas na tę naukę: oprócz fechmistrza, który mię kształci w robieniu szpadą, przyjąłem także nauczyciela filozofii; ma rozpocząć właśnie dziś rano. NAUCZYCIEL MUZYKI Filozofia, zapewne, to też coś, ale muzyka, panie, muzyka… NAUCZYCIEL TAŃCA Muzyka i taniec… Muzyka i taniec to wszystko, czego człowiekowi potrzeba. NAUCZYCIEL MUZYKI Nie ma nic, co by było równie pożyteczne dla państwa jak muzyka. NAUCZYCIEL TAŃCA Nie ma nic, co by było ludziom tak niezbędne jak taniec. NAUCZYCIEL MUZYKI Bez muzyki państwo nie mogłoby istnieć. NAUCZYCIEL TAŃCA Bez tańca człowiek byłby do niczego niezdatny. NAUCZYCIEL MUZYKI Wszystkie niesnaski, wszystkie wojny w świecie wynikają tylko z zaniedbania wiedzy muzycznej. NAUCZYCIEL TAŃCA Wszystkie nieszczęścia ludzkie, klęski, których tak pełno w historii, głupstwa polityków, przegrane bitwy – wszystko to pochodzi jedynie z niedostatecznej umiejętności tańca. PAN JOURDAIN Jakże to? NAUCZYCIEL MUZYKI Czy wojna nie wynika z braku jedności? PAN JOURDAIN To prawda. NAUCZYCIEL MUZYKI Gdyby więc wszyscy uczyli się muzyki, czy nie byłoby to drogą do zgodnego zestroju, który zapewniłby pokój całemu światu? PAN JOURDAIN Ma pan słuszność. NAUCZYCIEL TAŃCA Skoro człowiek popełni jakiś błąd, bądź w sprawach rodzinnych, bądź w rządzeniu państwem lub prowadzeniu armii, czy nie powiada się: zrobił fałszywy krok? PAN JOURDAIN Prawda, mówi się tak. NAUCZYCIEL TAŃCA A zrobienie fałszywego kroku czy może wynikać z czego innego, jak z nieumiejętności tańca? PAN JOURDAIN Daję słowo, macie słuszność. NAUCZYCIEL TAŃCA Chcieliśmy panu tylko wykazać doskonałość i pożyteczność tańca i muzyki. PAN JOURDAIN Teraz mi to jest zupełnie jasne. NAUCZYCIEL MUZYKI Czy chce pan obecnie poświęcić nam chwilę? PAN JOURDAIN Dobrze. NAUCZYCIEL MUZYKI Mówiłem już: jest to mała próba wyrażenia rozmaitych rodzajów uczuć za pomocą muzyki. PAN JOURDAIN Rozumiem. NAUCZYCIEL MUZYKI do śpiewaków Proszę, chciejcie się zbliżyć! do pana Jourdain Niech pan sobie wyobrazi, że oni są przebrani za pasterzy. PAN JOURDAIN Po cóż zawsze za pasterzy? Wszędzie teraz ci pasterze. NAUCZYCIEL MUZYKI Skoro się każe ludziom wyrażać myśli za pomocą muzyki, trzeba dla prawdopodobieństwa przenieść ich w świat pasterski. Śpiew był zawsze umiłowany przez pasterzy, nie byłoby zaś rzeczą naturalną, aby na przykład książęta lub mieszczanie wyśpiewywali swe uczucia. PAN JOURDAIN Niechże i tak będzie! Zaczynajmy! WSTAWKA MUZYCZNA ŚPIEWACZKA Gdy duszą naszą owładnie kochanie, Gdy w serce wedrze się młode, Rozkoszą dlań tęsknota, rozkoszą wzdychanie — A jednak, oto me zdanie, Nie masz słodszego nic ponad swobodę. PIERWSZY ŚPIEWAK Ach, nie masz słodszego nic nad te zapały, Nad płomień ów mocny zarazem i tkliwy, Co w sercach dwóch naraz zagości; To życia balsam prawdziwy — Odrzyjcie życie z miłości, A powab zniknie zeń cały. DRUGI ŚPIEWAK I któż by się bronił miłosnej rozterce, Ach, gdyby wierność była jej nagrodą — Lecz czyliż spotkał kto pasterkę młodą, By stałe w piersiach swych nosiła serce? W tej płci niewdzięcznej, okrutnej Kto szczęścia szuka, los znajdzie zbyt smutny. PIERWSZY ŚPIEWAK Chwilo słodyczy! ŚPIEWACZKA Swobody chwile! DRUGI ŚPIEWAK Rodzie zwodniczy! PIERWSZY ŚPIEWAK Wabisz tak mile! ŚPIEWACZKA Was serce życzy! DRUGI ŚPIEWAK Na próżno wzgardzić się silę! PIERWSZY ŚPIEWAK Ach, porzuć dla miłości nienawiść tak srogą! ŚPIEWACZKA Serca bogate w wierności zalety Istnieć na świecie wszak mogą! DRUGI ŚPIEWAK Ach, gdzież ich szukać, niestety! ŚPIEWACZKA By bronić więc naszej sławy, Pokochać cię jam gotowa. DRUGI ŚPIEWAK Lecz któż ukoi obawy, Czy umiesz dotrzymać słowa? ŚPIEWACZKA Spróbujmyż więc, czyje serce Lepiej miłuje i mocniej. DRUGI ŚPIEWAK Tak, i niechaj przeniewiercę Bogowie skarzą wszechmocni! WSZYSCY TROJE Uczyńmy stałość swą chlubą I złączmy nasze zapały — Jak słodko kochać, jak lubo, Gdy płomień wierny i trwały! PAN JOURDAIN Już koniec? NAUCZYCIEL MUZYKI Tak. PAN JOURDAIN Doprawdy, niezgorzej sklecone; są tam różne przyśpiewki wcale sobie niczego. NAUCZYCIEL TAŃCA Oto znów z mego zakresu mała próbka najpiękniejszych ruchów i najwdzięczniejszych póz, jakimi tylko taniec może być urozmaicony. PAN JOURDAIN Znów pasterze? NAUCZYCIEL TAŃCA Co się panu podoba, do tancerzy Proszę. SCENA BALETOWA AKT DRUGI SCENA I PAN JOURDAIN To, to było wcale niegłupie: narodek tęgo wywijał. NAUCZYCIEL MUZYKI Skoro taniec przepleciemy muzyką, będzie robił jeszcze korzystniejsze wrażenie; zobaczysz pan, co to za cacko ten balecik, który ułożyliśmy dla pana. PAN JOURDAIN Spieszcie się tylko, panowie: osoba, dla której zgotowałem wszystkie te komedie, uczyni mi ten zaszczyt, iż przybędzie tu dziś na obiad. NAUCZYCIEL TAŃCA Wszystko gotowe. NAUCZYCIEL MUZYKI Zresztą niech pan nie myśli, że to już koniec: osobistość taka jak pan, człowiek prowadzący dom tak wspaniale i mający tyle zrozumienia dla wszystkiego, co piękne, powinien dawać u siebie koncert co środę albo co czwartek. PAN JOURDAIN Czy ludzie dystyngowani dają u siebie koncerty? NAUCZYCIEL MUZYKI Rozumie się. PAN JOURDAIN Więc i ja będę. Czy to ładne? NAUCZYCIEL MUZYKI I jak! Potrzeba panu trzech głosów: sopran, tenor i bas; do akompaniamentu zaś altówka, teorban, klawicymbał dla basso continuo i dwoje skrzypiec do riturneli. PAN JOURDAIN Trzeba by także postarać się o kobzę. Kobza to mój ulubiony instrument, nadzwyczaj melodyjny. NAUCZYCIEL MUZYKI Już my to ułożymy. PAN JOURDAIN Niechże pan nie zapomni dostawić muzykantów, którzy mają przyśpiewywać podczas obiadu! NAUCZYCIEL MUZYKI Wszystko, czego będzie trzeba. PAN JOURDAIN I przede wszystkim, aby balet był ładny. NAUCZYCIEL MUZYKI Będzie pan zadowolony, zwłaszcza z paru menuecików, które się w nim znajdą dla pana. PAN JOURDAIN Tak, menuet to mój taniec; chciałbym, abyś mnie pan mógł w nim widzieć. Dalej, panie tancmistrzu! NAUCZYCIEL TAŃCA Niech pan włoży kapelusz z łaski swojej. Pan Jourdain bierze kapelusz z rąk lokaja i kładzie go na szlafmycę. – Nauczyciel Tańca ujmuje Pana Jourdain za rękę i prowadzi w taniec na nutę menueta, którego sam śpiewa La, la, la, la, la, la, la, la, la, la, la, la, la, la, la, la, la, la, la, la, la, la, la, la, la, la, la, la, la, la. Proszę w takt, jeśli łaska. La, la, la, la, la. Nogi prosto stawiać! La, la, la. Nie ruszać tak ramionami! La, la, la, la, la. Podnieść główkę! Stopy na zewnątrz! La, la, la. Piersi naprzód! PAN JOURDAIN No, i cóż? NAUCZYCIEL MUZYKI Ależ znakomicie! PAN JOURDAIN Aha, jeszcze coś! Naucz mnie pan ukłonu, jaki się składa na powitanie markizy: będzie mi to niedługo potrzebne. NAUCZYCIEL TAŃCA Ukłon na powitanie markizy? PAN JOURDAIN Tak, markizy imieniem Dorymena. NAUCZYCIEL TAŃCA Niechże mi pan poda rękę! PAN JOURDAIN Nie, niech pan tylko pokaże; ja zapamiętam. NAUCZYCIEL TAŃCA Jeśli pan chce ją pozdrowić z wielkim uszanowaniem, trzeba najpierw cofnąć się nieco wstecz przy pierwszym ukłonie, zbliżyć wśród trzech następnych, przy ostatnim zaś pochylić się aż do jej kolan. PAN JOURDAIN Niechże pan popróbuje! Nauczyciel Tańca wykonywa potrójny ukłon Dobrze. SCENA II LOKAJ Jaśnie panie, przybył mistrz fechtunku. PAN JOURDAIN Powiedz, niech wejdzie; tu odbędziemy lekcję. do Nauczyciela Muzyki i Nauczyciela Tańca Chcę, abyście widzieli. SCENA III NAUCZYCIEL FECHTUNKU wziąwszy dwa florety z rąk lokaja i podawszy jeden panu Jourdain Proszę pana, ukłon. Ciało prosto. Oprzeć się trochę na lewym udzie! Nogi nie tak szeroko. Stopy na jednej linii. Dłoń na wysokości biodra. Koniec szpady naprzeciw własnego ramienia. Ramię nie tak wyprężone. Lewa ręka na wysokości oka. Lewa łopatka nieco wstecz. Głowa prosto. Patrzeć śmiało! Naprzód! Ciało spokojnie. Proszę się złożyć w kwarcie i atakować tak samo. Raz, dwa. Do pozycji! Jeszcze raz wypad; śmiało! Uskok w tył! Kiedy pan atakuje trzeba, aby szpada szła naprzód, a ciało było dobrze podane wstecz. Raz, dwa. Dalej, złóż się pan w tercji i atakuj tak samo! Naprzód! Ciało spokojnie. Naprzód! Wypad! Raz, dwa. Do pozycji! Jeszcze wypad! Raz, dwa. Skok wstecz! Parować proszę, parować! Nauczyciel Fechtunku daje mu kilka pchnięć, wołając Parować! PAN JOURDAIN No i co? NAUCZYCIEL MUZYKI Cudów pan dokazujesz! NAUCZYCIEL FECHTUNKU Już panu tłumaczyłem, cała tajemnica robienia bronią polega tylko na dwóch rzeczach, to jest, aby bić a nie dostawać. Wykazałem to panu kiedyś w sposób doświadczalny: niepodobieństwem jest, abyś dostał pchnięcie, o ile zdołasz uchylić szpadę przeciwnika od linii własnego ciała, a to znów zależy jedynie od małego ruchu przegubem do wewnątrz albo na zewnątrz. PAN JOURDAIN Zatem w ten sposób, choćby nawet człek nie był zbyt odważny, może być pewny, że zabije przeciwnika, a sam nie oberwie? NAUCZYCIEL FECHTUNKU Oczywiście; czy nie wykazałem tego na przykładzie? PAN JOURDAIN Prawda. NAUCZYCIEL FECHTUNKU Z tego wynika jasno, jakim szacunkiem powinno by się nas otaczać w każdym państwie i o ile sztuka robienia bronią góruje nad innymi zbytecznymi umiejętnościami jak taniec i muzyka. NAUCZYCIEL TAŃCA Powoli, mości fechmistrzu! Mów no pan o tańcu z większym uszanowaniem! NAUCZYCIEL MUZYKI Naucz się pan, jeśli łaska, jak należy cenić dostojeństwo muzyki! NAUCZYCIEL FECHTUNKU Śmieszni z was doprawdy ludzie: porównywać swoje figle do mojej sztuki. NAUCZYCIEL MUZYKI Patrzcie mi pyszałka! NAUCZYCIEL TAŃCA A, to mi pocieszna figura, pajac w tym głupim plastronie[1 - plastron – tu: rodzaj kamizelki ochronnej zabezpieczającej przed urazami. [przypis edytorski]]! NAUCZYCIEL FECHTUNKU Mój ty wielki tancmistrzu, ja cię tu nauczę tańczyć jak należy. A ty, mój wielki muzykancie, zaraz mi zaśpiewasz i to bardzo cienko. NAUCZYCIEL TAŃCA Poczekaj, ty ze swoim rożenkiem, ja cię nauczę twojego rzemiosła! PAN JOURDAIN Czyś pan oszalał, szukać kłótni z człowiekiem, który ma w małym palcu wszystkie kwarty i tercje i umie zabić człowieka w sposób doświadczalny? NAUCZYCIEL TAŃCA Drwię sobie z jego doświadczalnego sposobu, z jego kwartą i tercją razem. PAN JOURDAIN do Nauczyciela Tańca Ostrożnie, mówię! NAUCZYCIEL FECHTUNKU do Nauczyciela Tańca Ejże, pokrako mała! PAN JOURDAIN Ależ, panie fechmistrzu! NAUCZYCIEL TAŃCA do Nauczyciela Fechtunku Ejże, ty drągalu!… PAN JOURDAIN Ależ, panie tancmistrzu! NAUCZYCIEL FECHTUNKU Jak się do ciebie dobiorę… PAN JOURDAIN do Nauczyciela Fechtunku Powoli! NAUCZYCIEL TAŃCA Jak ci co przylepię… PAN JOURDAIN do Nauczyciela Tańca Za pozwoleniem! NAUCZYCIEL FECHTUNKU Oporządzę cię tak… PAN JOURDAIN do Nauczyciela Fechtunku Ależ proszę!… NAUCZYCIEL TAŃCA Tak ci skórę wytataruję… PAN JOURDAIN do Nauczyciela Tańca Jeśli łaska!… NAUCZYCIEL MUZYKI Pozwól pan, już my go nauczymy rozumu. PAN JOURDAIN do Nauczyciela Muzyki Dla Boga! Dajże choć pan spokój! SCENA IV PAN JOURDAIN Na miłość boską, panie filozofie, w samą porę się zjawiasz ze swą filozofią. Chodź pan, pomóż mi ich trochę uspokoić! NAUCZYCIEL FILOZOFII Cóż się stało? O co chodzi, panowie? PAN JOURDAIN Zaczęli sobie oczy wykłuwać wzajem wyższością swoich zawodów, aż od obelg przyszło prawie do bicia. NAUCZYCIEL FILOZOFII Ależ, panowie! Godziż się unosić w podobny sposób? Nie czytaliście uczonej rozprawy o gniewie, którą nam zostawił nieśmiertelny Seneka? Możeż być coś bardziej niskiego i haniebnego niż ta namiętność, która człowieka zamienia w dzikie bydlę? Czyż rozum nie powinien być panem wszystkich uczuć i czynności? NAUCZYCIEL TAŃCA Co pan gadasz! Toć on znieważył bezczelnie nas obu, mówiąc ze wzgardą o tańcu i muzyce. NAUCZYCIEL FILOZOFII Mądrość podnosi człowieka nad wszystkie zniewagi, najlepszą zaś odpowiedzią na obelgi jest spokój i cierpliwość. NAUCZYCIEL FECHTUNKU Toż ci pajace byli na tyle bezczelni, aby swoje rzemiosła przyrównywać mojej sztuce! NAUCZYCIEL FILOZOFII Czyż to powinno pana tak poruszać? Nie o czczą sławę i o przodujące stanowisko przystoi ludziom walczyć; roztropność i cnota – oto najlepsze wyróżnienie. NAUCZYCIEL TAŃCA Ja twierdzę, iż taniec jest umiejętnością, której nie można czcić nadto wysoko. NAUCZYCIEL MUZYKI A ja, że muzyka jest sztuką, którą wszystkie wieki chowały w poszanowaniu. NAUCZYCIEL FECHTUNKU A ja powiadam obu, że kunszt robienia bronią jest najpiękniejszym i najużyteczniejszym ze wszystkich. NAUCZYCIEL FILOZOFII A czymże będzie w takim razie filozofia? Uważam to z waszej strony za wielkie zuchwalstwo, aby tu, wobec mnie przemawiać z taką butą i wynosić bezczelnie do wysokości nauk rzeczy, których nawet nazwiskiem sztuki zaszczycać się nie godzi i które można jedynie objąć mizernym mianem rębajły, dławidudy i linoskoczka! NAUCZYCIEL FECHTUNKU A, ty psi filozofie jeden! NAUCZYCIEL MUZYKI Ty bałwanie zakuty! NAUCZYCIEL TAŃCA Ty pało wierutna! NAUCZYCIEL FILOZOFII Co? Wy łajdaki… filozof rzuca się na nich, zaś wszyscy trzej grzmocą go PAN JOURDAIN Panie filozofie! NAUCZYCIEL FILOZOFII Bezczelniki! Zuchwalcy! Łotry! PAN JOURDAIN Panie filozofie! NAUCZYCIEL FECHTUNKU A, bydlę przeklęte! PAN JOURDAIN Panowie! NAUCZYCIEL FILOZOFII Błazny! PAN JOURDAIN Panie filozofie! NAUCZYCIEL TAŃCA A to mi osioł koronny! PAN JOURDAIN Panowie! NAUCZYCIEL FILOZOFII Opryszki! PAN JOURDAIN Panie filozofie! NAUCZYCIEL MUZYKI Do kaduka z tym gburem! PAN JOURDAIN Panowie! NAUCZYCIEL FILOZOFII Łotry, szalbierze, hycle, rzezimieszki! PAN JOURDAIN Panie filozofie! Panowie! Panie filozofie! Panowie! Panie filozofie! wychodzą, bijąc się SCENA V PAN JOURDAIN Ech, tarmoście się, ile wam się podoba – ja na to nie poradzę. Nie będę sobie niszczył szlafroka, aby was rozdzielać. Byłbym chyba szalony pchać się między nich i jeszcze oberwać guza. SCENA VI NAUCZYCIEL FILOZOFII poprawiając kołnierz Przystąpmyż do lekcji. PAN JOURDAIN Wierzaj pan, przykro mi, że pana tak poturbowali. NAUCZYCIEL FILOZOFII To drobnostka. Filozof umie z hartem znosić przeciwności losu; napiszę satyrę w stylu Juwenala, w której się załatwię z nimi jak należy. Nie mówmy już o tym! Czegóż się pan pragnie uczyć? PAN JOURDAIN Czego się tylko da; chciałbym z całej duszy być uczonym. Nie mogę przeboleć, że rodzice nie dali mnie kształcić za młodu we wszelkich umiejętnościach. NAUCZYCIEL FILOZOFII Chwalebne uczucie: nam sine doctrina vita est quasi mortis imago. Rozumiesz pan to? Umiesz po łacinie, oczywiście? PAN JOURDAIN Owszem, ale rób pan tak, jakbym nie umiał. Wytłumacz mi, co to znaczy! NAUCZYCIEL FILOZOFII Znaczy, że bez nauki życie jest jakoby obrazem śmierci. PAN JOURDAIN Ten łacinnik ma słuszność. NAUCZYCIEL FILOZOFII Czy masz pan pewne podstawy, jakieś zaczątki umiejętności? PAN JOURDAIN O, tak – pisać i czytać. NAUCZYCIEL FILOZOFII Od czegóż pragniesz pan, abyśmy rozpoczęli? Chcesz, abym cię poznał z logiką? PAN JOURDAIN Cóż to za logika? NAUCZYCIEL FILOZOFII Wiedza, która naucza o trojakich operacjach naszego umysłu. PAN JOURDAIN Jakież to są te trojakie operacje? NAUCZYCIEL FILOZOFII Pierwsza, druga i trzecia. Pierwsza zasadza się na należytym pojmowaniu za pomocą uniwersaliów; druga na należytym osądzeniu za pomocą kategoryj; trzecia zaś na należytym wyprowadzeniu konsekwencyj za pomocą figur: Barbara, Celarent, Darii, Ferio, Baralipton. PAN JOURDAIN Jakieś strasznie zakazane przezwiska. Ta logika mi się coś nie wydaje. Czegoś przyjemniejszego. NAUCZYCIEL FILOZOFII Chce pan studiować nauki moralne? PAN JOURDAIN Moralne? NAUCZYCIEL FILOZOFII Tak. PAN JOURDAIN Czegóż one uczą, te nauki moralne? NAUCZYCIEL FILOZOFII Traktują o szczęściu doczesnym, pouczają, jak hamować namiętności i… PAN JOURDAIN Nie, dajmy temu pokój! Jestem pasjonat jak wszyscy diabli i żadna moralność nic na to nie poradzi: kiedy już na mnie przyjdzie, muszę się wykląć do syta. NAUCZYCIEL FILOZOFII Chcesz się pan uczyć fizyki? PAN JOURDAIN Cóż to za jedna ta fizyka? NAUCZYCIEL FILOZOFII Fizyka to nauka, która objaśnia zasady naturalnych zjawisk i właściwości ciał, poucza o przyrodzie żywiołów, metali, minerałów, kamieni, roślin i zwierząt, wskazuje na przyczyny wszelakich meteorów, tęczy, błędnych ogników, komet, błyskawic, grzmotów, piorunów, deszczu, śniegu, gradu, wiatru i wirów powietrznych. PAN JOURDAIN Nie… To jakieś straszne huku-puku, straszne huru-buru. NAUCZYCIEL FILOZOFII Czegóż więc chcesz, bym pana nauczył? PAN JOURDAIN Niech mnie pan nauczy ortografii. NAUCZYCIEL FILOZOFII Bardzo chętnie. PAN JOURDAIN A potem nauczy mnie pan znać się na kalendarzu, abym wiedział, kiedy jest pełnia, a kiedy nów. NAUCZYCIEL FILOZOFII Niech i tak będzie! Aby tedy dobrze wniknąć w myśl pańską i traktować ten przedmiot ze stanowiska filozofii, trzeba zacząć wedle przyrodzonego porządku rzeczy od dokładnego poznania natury głosek i różnorakich sposobów wymawiania tychże. W tym przedmiocie muszę panu powiedzieć, że głoski dzielą się na samogłoski, tak nazwane samogłoskami, ponieważ wyrażają same, czyli czyste głosy, i na spółgłoski, tak nazwane spółgłoskami ponieważ wymawia się je zawsze społem ze samogłoskami i ponieważ oznaczają jedynie różnorodne artykulacje głosowe. Istnieje pięć samogłosek, czyli głosów: A, E, I, O, U. PAN JOURDAIN To wszystko rozumiem. NAUCZYCIEL FILOZOFII Głoskę A wymawia się, otwierając szeroko usta: A. PAN JOURDAIN A, A. Tak. NAUCZYCIEL FILOZOFII Głoskę E wyraża się, zbliżając szczękę górną do dolnej: A, E. PAN JOURDAIN A, E; A, E. Prawda, prawda. O, jakie to piękne! NAUCZYCIEL FILOZOFII Zaś głoskę I, zbliżając jeszcze bardziej szczęki do siebie i rozsuwając kąty ust ku uszom: A, E, I. PAN JOURDAIN A, E, I, I, I, I. W istocie. Niech żyje nauka! NAUCZYCIEL FILOZOFII Głoska O powstaje wówczas, gdy otwieramy szczęki i zbliżamy wargi dwoma kącikami, górnym i dolnym: O. PAN JOURDAIN O, O. Nic słuszniejszego: A, E, I, O, I, O. To cudowne! I, O, I, O. NAUCZYCIEL FILOZOFII Otwór ust tworzy przy tym małe kółko, które przedstawia jakby O. PAN JOURDAIN O, O, O. Masz pan słuszność: O. Doprawdy, jak to miło coś umieć! NAUCZYCIEL FILOZOFII Głoskę U wydaje się, zbliżając do siebie zęby, nie łącząc ich wszelako całkiem i wydłużając wargi ku przodowi tak, iż również zbliżają się do siebie, nie łącząc się całkowicie: U. PAN JOURDAIN U, U. Najświętsza prawda: U. NAUCZYCIEL FILOZOFII Pańskie wargi wyciągają się tak, jak gdybyś się przedrzeźniał; stąd pochodzi, iż, gdybyś chciał pokrzywić się komuś i zadrwić zeń sobie, nie mógłbyś powiedzieć nic innego, jak tylko: U. PAN JOURDAIN To prawda. Ach, czemuż nie uczyłem się wcześniej, aby wiedzieć to wszystko! NAUCZYCIEL FILOZOFII Jutro przejdziemy do innych głosek, mianowicie do spółgłosek. PAN JOURDAIN Czy i tam są rzeczy tak ciekawe jak tutaj? NAUCZYCIEL FILOZOFII Niewątpliwie. Spółgłoskę D na przykład wymawia się, przyciskając koniec języka, do zębów górnych: DA. PAN JOURDAIN DA, DA. Prawda. Nie, jakie to piękne, jakie piękne! NAUCZYCIEL FILOZOFII Głoskę F, przyciskając zęby górne do wargi dolnej: FA. PAN JOURDAIN FA, FA. W istocie! O moi rodzice! Jakiż ja mam żal do was! Jak żeście mnie ciężko ukrzywdzili! NAUCZYCIEL FILOZOFII Głoskę R, podnosząc koniec języka aż do górnego podniebienia w ten sposób, iż, potrącony z pewną siłą przez wychodzącą falę powietrza, ustępuje jej i wraca ciągle na to samo miejsce, wprawiony w niejakie drżenie: R, RA. PAN JOURDAIN R, R, RA, R, R, R, R, R, RA. To prawda. Co z pana doprawdy za uczony człowiek! Ach, ileż ja czasu straciłem! R, R, R, RA. NAUCZYCIEL FILOZOFII Wyłożę panu gruntownie wszystkie te osobliwości. PAN JOURDAIN Bardzo pana proszę. A teraz muszę się panu zwierzyć z jedną rzeczą. Kocham się w pewnej bardzo wysoko postawionej osobie i pragnąłbym, abyś mi pomógł napisać bilecik, który chciałbym upuścić u jej stóp. NAUCZYCIEL FILOZOFII Bardzo chętnie. PAN JOURDAIN To będzie delikatnie, prawda? NAUCZYCIEL FILOZOFII Z pewnością. Chce pan napisać wierszem? PAN JOURDAIN Nie, nie, nie chcę wierszy. Конец ознакомительного фрагмента. Текст предоставлен ООО «ЛитРес». Прочитайте эту книгу целиком, купив полную легальную версию (https://www.litres.ru/zhan-batist-moler/mieszczanin-szlachcicem/?lfrom=334617187) на ЛитРес. Безопасно оплатить книгу можно банковской картой Visa, MasterCard, Maestro, со счета мобильного телефона, с платежного терминала, в салоне МТС или Связной, через PayPal, WebMoney, Яндекс.Деньги, QIWI Кошелек, бонусными картами или другим удобным Вам способом. notes 1 plastron – tu: rodzaj kamizelki ochronnej zabezpieczającej przed urazami. [przypis edytorski]
СКАЧАТЬ БЕСПЛАТНО