Сетевая библиотекаСетевая библиотека
Lekarz mimo woli Molière (Jean-Baptiste Poquelin) Satyra na lekarzy, a zarazem na ich klientów. Gdyby iść za przesłaniem sztuki (nie podanym przecież jednak serio), wypadło by dojść do wniosku, że każdy, choćby drwal, może zostać lekarzem.Wystarczy, żeby bredził wystarczająco niezrozumiale – a przy tym profesja to nieporównanie bardziej popłatna! Natomiast sposób na wyleczenie znaleźć może łatwo sam pacjent.Intryga „lekarska” pozostaje zamknięta w klamrze scenek z życia kłótliwego małżeństwa, które sprawy między sobą układa za pomocą kija. Można powiedzieć (oczywiście z przymróżeniem oka), że Molièrowska farsa propaguje wartości tradycyjne. Molière Lekarz mimo woli OSOBY: GERONT, ojciec LUCYNDY LUCYNDA, córka GERONTA LEANDER, zalotnik LUCYNDY SGANAREL, mąż MARCYNY MARCYNA, żona SGANARELA PAN ROBERT, sąsiad SGANARELA WALERY, sługa GERONTA ŁUKASZ, mąż JAGUSI JAGUSIA, mamka u GERONTA a żona ŁUKASZA THIBAUT, ojciec PIOTRUSIA, wieśniak PIETREK, wieśniak AKT PIERWSZY SCENA PIERWSZA SGANAREL Powiadam ci, nic z tego, lubciu: jestem panem w domu i ja tu jeden mam prawo rozkazywać! MARCYNA A ja ci powiadam, że musisz robić, co zechcę, i że nie po to cię wzięłam, aby znosić twoje wybryki. SGANAREL A cóż to za utrapienie mieć żonę na karku! Jakże słusznie powiada Arystoteles, że kobieta gorsza jest od diabła! MARCYNA Patrzcie mi mądralę z jego durnym Arystoklesem! SGANAREL Aha, mądrala. Znajdźże mi, proszę, drugiego z mojej profesji, coby umiał tak jak ja rozprawiać o świecie. Toć nie darmo człek obsługiwał sześć lat sławnego lekarza i za młodu gryzł łacinę jak rzepę. MARCYNA Widział kto takiego bałwana! SGANAREL Widział kto taką jędzę! MARCYNA Przeklęty niech będzie dzień i godzina, w której zgodziłam się wyjść za ciebie! SGANAREL Przeklęty niech będzie krzywy pysk rejenta, co mnie nakłonił do podpisania mego nieszczęścia! MARCYNA I ty jeszcze masz czoło[1 - mieć czoło – mieć czelność; mieć śmiałość. [przypis edytorski]] narzekać! Toć żeś ty powinien od rana do nocy dziękować niebu, że mnie masz za żonę! Warteś może był[2 - warteś był – konstrukcja z ruchomą końcówką czasownika; inaczej: wart byłeś. [przypis edytorski]] takiej? SGANAREL To pewna, żeś mi zrobiła za wiele zaszczytu; istotnie, miałem się z czego cieszyć w noc po ślubie! Ej, do licha, nie ciągnij mnie za język, bo mógłbym łatwo powiedzieć coś… MARCYNA No? Cóż takiego? SGANAREL Basta! Skończmy o tym. Wystarczy, że wiemy, co wiemy, i że ci się szczęśliwie udało mnie złapać. MARCYNA Gdzież niby to szczęście? Żem znalazła człowieka, który mnie zapędzi do szpitala; rozpustnika, gałgana, który przejada wszystko, co posiadam!… SGANAREL Kłamiesz, szelmo; trochę i przepijam. MARCYNA Który sprzedaje po kawałku wszystko, co jest w mieszkaniu!… SGANAREL To się nazywa żyć z gospodarstwa. MARCYNA Który wyciągnął nawet łóżko spode mnie!… SGANAREL Wcześniej będziesz wstawać. MARCYNA Który po prostu ani jednego sprzętu nie zostawił w domu. SGANAREL Łatwiej się nam będzie przeprowadzać. MARCYNA I który od rana do nocy nic nie robi, tylko gra i pije! SGANAREL To żeby się nie nudzić. MARCYNA I cóż ty sobie wyobrażasz, co ja mam począć z całym kramem? SGANAREL Co ci się podoba. MARCYNA Mam na ręku czworo drobnych dzieci… SGANAREL Postaw je na ziemi. MARCYNA …które bez ustanku wołają o chleb. SGANAREL Daj im kije: kiedy ja dobrze podpiłem i podjadłem, chcę, aby wszystko było pijane w mym domu. MARCYNA I ty sobie wyobrażasz, pijaku, że to cięgle będzie szło w ten sposób? SGANAREL Spokojnie, żoneczko, jeśli łaska. MARCYNA Że wiecznie będę znosić twą bezczelność i twoje łajdactwa? SGANAREL Żoneczko, nie unośmy się. MARCYNA I nie potrafię znaleźć sposobu, aby ci przypomnieć twoje obowiązki? SGANAREL Moja lubciu, wiesz, że ja nie jestem zbyt cierpliwy i rękę mam wcale krzepką. MARCYNA Drwię sobie z pogróżek. SGANAREL Żoneczko, aniołku, znowu cię skóra świerzbi, jak zwykle. MARCYNA Już ja ci pokażę, że się ciebie wcale nie boję. SGANAREL Moja droga połowico, ty koniecznie chcesz coś oberwać. MARCYNA Czy ty myślisz, że ja się zlęknę twego gadania? SGANAREL Słodki przedmiocie mych uczuć, ja tobie uszy oberwę. MARCYNA Ty pijanico! SGANAREL Zbiję cię. MARCYNA Ty kufo! SGANAREL Na kwaśne jabłko. MARCYNA Łotrze! SGANAREL Kości ci połamię. MARCYNA Hultaju! nicponiu! oszuście! gałganie! wisielcze! ty dziadu! włóczęgo! złodzieju! draniu! SGANAREL A, więc chcesz koniecznie! Bierze kij i bije ją. MARCYNA krzyczy Au, au, au! SGANAREL To jedyny sposób, aby cię uspokoić. SCENA DRUGA PAN ROBERT Hola! Cóż to! Pfe! Co to ma znaczyć? Fe, paskudztwo! A cóż to za gałgan: walić tak swoją żonę! MARCYNA wziąwszy się pod boki, podchodzi do pana Roberta, który się cofa A właśnie ja chcę, żeby mnie walił! PAN ROBERT Ależ i owszem, z całego serca. MARCYNA Czego się pan wtrąca? PAN ROBERT Zbłądziłem, wyznaję. MARCYNA Pańska sprawa? PAN ROBERT Ma pani słuszność. MARCYNA Widzicie tego gbura: chce zabronić mężowi walić własną żonę! PAN ROBERT Odwołuję. MARCYNA Cóż to pana może obchodzić? PAN ROBERT Nic. MARCYNA Pańska rzecz nos wściubiać? PAN ROBERT Nie. MARCYNA Patrz pan swego zajęcia. PAN ROBERT Nie mówię już ani słowa. MARCYNA Ja chcę, aby mnie bito. PAN ROBERT Ależ owszem. MARCYNA Nie pańska szkoda. PAN ROBERT Ma pani rację. MARCYNA Trzeba być błaznem, aby się mieszać do rzeczy, które pana nic nie obchodzą. Daje mu policzek. PAN ROBERT do Sganarela Sąsiedzie, przepraszam was z całego serca. Wal, bij, pierz swoją żonę, ile ci się podoba; jeżeli sobie życzysz, pomogę ci. SGANAREL Właśnie że mi się nie podoba. PAN ROBERT A, to inna sprawa. SGANAREL Chcę ją bić, kiedy chcę, a nie chcę bić, kiedy nie chcę. PAN ROBERT Doskonale. SGANAREL Moja żona, nie pańska. PAN ROBERT Bez wątpienia. SGANAREL Nic pan tu nie masz do rozkazywania. PAN ROBERT Ależ naturalnie. SGANAREL Nikt pana nie prosi o pomoc. PAN ROBERT Bardzo przepraszam. SGANAREL I jesteś pan dureń, aby się mieszać w cudze sprawy. Dowiedz się, że już Cycero mówi, że nie trzeba wkładać drzwi między palce[3 - wkładać drzwi między palce – właśc. wkładać palce między drzwi; erudycja Sganarela ma swoje ograniczenia. [przypis edytorski]]. Bije go i wypędza. SCENA TRZECIA SGANAREL No, teraz zgoda. Dawaj łapę. Wyciąga rękę. MARCYNA Tak, teraz, kiedyś mnie zwalił. SGANAREL Nic nie znaczy. Przybij! MARCYNA Nie chcę. SGANAREL Nie? MARCYNA Nie. SGANAREL Żonciu! MARCYNA Nie i nie. SGANAREL Chodź, kiedy ci mówię. MARCYNA Ani mi w głowie. SGANAREL No, chodź już, chodź. MARCYNA Nie, gniewam się. SGANAREL O takie głupstwo! No, daj już spokój. MARCYNA Zostaw mnie. SGANAREL Daj rękę, kiedy ci mówię. MARCYNA Nadtoś mi zalał[4 - nadtoś mi zalał – konstrukcja z ruchomą końcówką czasownika; inaczej: nadto mi zalałeś. [przypis edytorski]] sadła za skórę[5 - zalać sadła za skórę – dokuczyć komuś. [przypis edytorski]]. SGANAREL Więc dobrze; przepraszam: daj rękę. MARCYNA Przebaczam. Po cichu, na stronie Ale mi to zapłacisz. SGANAREL Masz źle w głowie, aby takie rzeczy brać na serio. Takie drobnostki nieuniknione są w miłości; między ludźmi, którzy się kochają, parę kijów od czasu do czasu tylko odświeża serdeczność. No, teraz idę w las i przyrzekam ci więcej niż setkę wiązek. SCENA CZWARTA MARCYNA sama Nie bój się, już ja swego nie zapomnę; łamię sobie tylko głowę, jak ci odpłacić kije, którymiś mnie uraczył[6 - którymiś mnie uraczył – konstrukcja z ruchomą końcówką czasownika; inaczej: którymi mnie uraczyłeś. [przypis edytorski]]. Wiem dobrze, że żona ma zawsze pod ręką sposób zemsty; ale to za delikatna kara dla tego obwiesia; chcę zemsty, którą by uczuł nieco dotkliwiej; to byłoby mało za to, co on mi zrobił SCENA PIĄTA ŁUKASZ do Walerego, nie widząc Marcyny Wciórności! Ładna zabawa, nie ma co gadać! akurat tyle, co gdyby nam kto kazał szukać wiatru w polu. WALERY do Łukasza, nie widząc Marcyny Cóż chcesz, poczciwcze? musimy być posłuszni swemu panu. A zresztą, w naszym interesie jest starać się, by jego córka a nasza pani rychło wróciła do zdrowia; toć z pewnością jej małżeństwo, odwleczone przez tę chorobę, nie będzie dla nas bez jakiego obrywku[7 - obrywek – tu: korzyść uzyskana przy okazji czegoś. [przypis edytorski]]. Horacy, hojne panisko, największe ma widoki na ten związek, i, jakkolwiek pannie wpadł w oczko niejaki Leander, wiesz dobrze, że ojciec nie chce i słyszeć o takim zięciu. MARCYNA nie widząc ich, na stronie, zamyślona Coby tu wymyślić, aby się zemścić? ŁUKASZ do Walerego Ale co stary za ćwieka zabił sobie w głowę, kiedy już wszystkie dochtory na darmo wygadały nad nią całą swą mądrość! WALERY do Łukasza Czasem, dobrze szukając, trafi się na to, czego nie można było znaleźć od razu: nieraz tam, gdzie byśmy się najmniej spodziewali… MARCYNA j.w., nie widząc ich Tak, muszę się zemścić, żeby nie wiedzieć co! Czuję te kije w dołku aż pod samym sercem; nie mogę ich strawić… Mówiąc to, w zamyśleniu natyka się niechcący na Walerego i Łukasza, których potrąca Och, przepraszam, nie spostrzegłam panów, głowę mam tak nabitą kłopotami… WALERY Każdy ma swoje troski; my także szukamy czegoś, cobyśmy bardzo byli radzi znaleźć. MARCYNA Czy mogłabym w czym pomóc? WALERY Bardzo możliwe. Szukamy jakiegoś zdatnego człowieka, niezwykłego lekarza, który by zdołał co pomóc córce naszego pana, dotkniętej nagłą niemocą. Wielu lekarzy wyczerpało już przy niej całą swą umiejętność; ale zdarza się niekiedy spotkać ludzi znających jakieś cudowne sekrety, szczególne środki, za pomocą których umieją osiągnąć to, co dla innych było niepodobieństwem; kogoś takiego właśnie chcielibyśmy znaleźć. MARCYNA na stronie po cichu Ha! jakiż wspaniały pomysł zsyła mi niebo, aby się zemścić na obwiesiu! głośno Nie mogliście lepiej trafić: mamy tu właśnie takiego człowieka, niezrównanego wręcz, gdy chodzi o leczenie najrozpaczliwszych chorób. WALERY Przez litość, i gdzie go znaleźć? MARCYNA Znajdziecie go, o, w tej stronie; zabawia się właśnie rąbaniem drzewa. ŁUKASZ Dochtór, co drzewo rąbie? WALERY Zbieraniem ziół, chcecie powiedzieć? MARCYNA Gdzie tam! To skończony dziwak, który lubuje się w takich zajęciach: chimeryk, oryginał, pełen szczególnych narowów; słowem, nigdy nie wzięlibyście go za to, czym jest w istocie. Chodzi ubrany w najosobliwszy sposób, niekiedy lubi udawać zupełnego nieuka, ukrywa swą wiedzę i niczego się tak nie chroni, jak tego, aby mu nie kazano rozwinąć zdumiewających talentów lekarskich, którymi obdarzyło go niebo. WALERY Szczególna rzecz, że wszyscy wielcy ludzie mają jakieś dziwactwo, jakieś ziarnko szaleństwa domieszane do swego geniuszu. MARCYNA U niego szaleństwo idzie dalej, niżby kto przypuszczał; nieraz dochodzi do tego, iż tylko za pomocą kija można go zmusić, aby zrobił użytek ze swych zdolności. Mówię wam z góry, że, jeżeli przyjdzie nań taka fantazja, nie dojdziecie do niczego, nie przyzna się wam nigdy, że jest lekarzem, póki nie weźmiecie kija i nie zmusicie go tęgą porcją, aby się wreszcie zdradził. Wszyscy tak postępujemy, gdy potrzebujemy jego pomocy. WALERY Doprawdy szczególne szaleństwo! MARCYNA To prawda; ale potem, zobaczycie, że robi prawdziwe dziwy. WALERY Jak on się zowie? MARCYNA Sganarel. Zresztą, łatwo go poznać: duża czarna broda, kryza na szyi, ubranie żółte z zielonym. ŁUKASZ Żółte z zielonym! To jakiś dochtór dla papugów? WALERY Ale czy naprawdę taki zdatny, jak mówicie? MARCYNA Jakże! ten człowiek robi prawdziwe cuda. Przed pół rokiem była tu kobieta, którą opuścili wszyscy lekarze; od sześciu godzin uważano ją za umarłą: już mieli ją grzebać, kiedy sprowadzono jeszcze do niej przemocą tego człowieka. Obejrzał ją i wlał do ust jakąś kropelkę, sama nie wiem czego? w tej chwili wstała z łóżka i zaczęła się przechadzać tak, jakby jej nigdy nic nie brakowało. ŁUKASZ Ba! WALERY To musiała być chyba kropla płynnego złota. MARCYNA Bardzo być może. Nie ma znów trzech tygodni, jak dwunastoletni chłopiec zleciał z samej dzwonnicy i potrzaskał sobie głowę, ręce i nogi. Przyprowadzono doń tego człowieka; natarł mu całe ciało maścią, którą sam tylko umie przyrządzać; dziecko zerwało się natychmiast i pobiegło bawić się w piłkę. ŁUKASZ Ba, ba! WALERY Ależ ten człowiek zna chyba jakieś cudowne środki! MARCYNA A któż by o tym wątpił? ŁUKASZ Do diaska! takiego właśnie było nam trzeba. Chodźmyż go szukać. WALERY Dziękujemy pani bardzo za uprzejmość. MARCYNA Ale pamiętajcie o tym, co wam mówiłam. ŁUKASZ Do stu czartów! nie troskajcie się, matusiu: jeśli tylko o bicie chodzi, to krówka już w oborze. WALERY do Łukasza Doprawdy, nie mogliśmy szczęśliwiej trafić: jestem pełen najlepszej otuchy. SCENA SZÓSTA SGANAREL śpiewa za sceną La, la, la… WALERY Słychać rąbanie drzewa i śpiew. SGANAREL wchodzi z butelką w ręce, nie widząc ich La, la, la… No, dość się chyba człowiek napracował, aby pociągnąć łyczek. Trzeba nabrać trochę oddechu. popiwszy Słone musi być to drzewo jak diabli, takie człowiek ma po nim pragnienie. śpiewa Flaszeczko moja miła, Jakaż czarowna siła Jest w słodkim twym bul bul! Zaledwie je usłyszę, Już radość mną kołysze, Wesołym jest jak król. Lecz ach, moja miła flaszeczko, Czemuż tak prędko widać twe deneczko? Tam do kata! nie trzeba dawać przystępu tak smutnym rozmyślaniom. WALERY do Łukasza To on. ŁUKASZ Ja też tak myślę; zdaje się, żeśmy wdepli[8 - wdepli – popr.: wdepnęli. [przypis edytorski]] prosto na niego. WALERY Przyjrzyjmyż mu się bliżej. SGANAREL ściskając butelkę A szelmeczko, jak ja cię lubię, ty flaszczyno mała. zaczyna śpiewać; spostrzegając Walerego i Łukasza, którzy go śledzą, zniża głos: Już radość mną kołysze… widząc, iż śledzą go coraz bliżej Cóż u diaska! czegóż chcą te dryblasy? WALERY do Łukasza To on, na pewno. ŁUKASZ do Walerego On, jak wykapany. SGANAREL Na stronie. Stawia butelkę na ziemi; gdy Walery pochyla się do ukłonu, on myśli, że chcą mu zabrać butelkę i przestawia ją na drugą stronę; gdy Łukasz czyni to samo, podnosi ją i przyciska komicznymi ruchami do żołądka: Конец ознакомительного фрагмента. Текст предоставлен ООО «ЛитРес». Прочитайте эту книгу целиком, купив полную легальную версию (https://www.litres.ru/zhan-batist-moler/lekarz-mimo-woli/?lfrom=334617187) на ЛитРес. Безопасно оплатить книгу можно банковской картой Visa, MasterCard, Maestro, со счета мобильного телефона, с платежного терминала, в салоне МТС или Связной, через PayPal, WebMoney, Яндекс.Деньги, QIWI Кошелек, бонусными картами или другим удобным Вам способом. notes 1 mieć czoło – mieć czelność; mieć śmiałość. [przypis edytorski] 2 warteś był – konstrukcja z ruchomą końcówką czasownika; inaczej: wart byłeś. [przypis edytorski] 3 wkładać drzwi między palce – właśc. wkładać palce między drzwi; erudycja Sganarela ma swoje ograniczenia. [przypis edytorski] 4 nadtoś mi zalał – konstrukcja z ruchomą końcówką czasownika; inaczej: nadto mi zalałeś. [przypis edytorski] 5 zalać sadła za skórę – dokuczyć komuś. [przypis edytorski] 6 którymiś mnie uraczył – konstrukcja z ruchomą końcówką czasownika; inaczej: którymi mnie uraczyłeś. [przypis edytorski] 7 obrywek – tu: korzyść uzyskana przy okazji czegoś. [przypis edytorski] 8 wdepli – popr.: wdepnęli. [przypis edytorski]
СКАЧАТЬ БЕСПЛАТНО